Amir w Akademii cz.1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Amir w Akademii cz.1

Pisanie by Gość on Czw Sty 30, 2014 8:41 pm

Akademia od zawsze uważana była za dziwną szkołę. Możliwe, że dlatego iż nie możliwym jest by się do niej zapisać. Szkoła bowiem sama decyduje kto będzie się uczył w jej murach.
Co roku wysyłane są setki zaproszeń do różnych osób. Nikt nie wie jak dyrekcja decyduje kto powinien, a kto nie uczyć się w niej. Jedną z niewielu osób, kopniętych zaszczytem dostania takowego zaproszenia był niejaki Amir al-Hamid.
Amir będący z pochodzenia Irakijczykiem musiał się trochę zastanowić nad wyjazdem. Sprawdził cóż to za szkoła i dowiedziawszy się że jest jednym z „wybrańców” postanowił zaryzykować. Początek problemów zaczął się na Amerykańskim lotnisku.
-Skończyli mnie już panowie przeszukiwać?- spytał po raz kolejny patrząc na dwóch policjantów.- Nie mam przy sobie ładunków wybuchowych.- dodał jeszcze.
-Wolimy się upewnić.- odparł policjant.
-Dziesiąty raz?- spytał znów policjantów. Ci spojrzeli po sobie.
-Dobra. Uznajmy że jesteś czysty. Ale pamiętaj że mamy cię na oku.- spojrzał na niego złym wzrokiem policjant. Amir pokiwał na to głową i skierował się do wyjścia z budynku. Nie miał im tego za złe. Sam gdyby zobaczył kogoś tak ubranego zacząłby się zastanawiać czy czegoś nie przemyca.
Po wyjściu z budynku zauważył mały autokar.
-Ty jesteś Amir?- spytał go blondwłosy mężczyzna którego oczy ukryte były za czarnymi harleyami. Chłopak pokiwał głową. Okulary opadły trochę ukazując parę błękitnych ślepi.- To witamy w Akademii. Wskakuj do środka tego maleństwa.- klepnął w bok minibusa, otwierając drzwi. Amir, niewiele myśląc wszedł do środka.
***
W klasie panował harmider. Nauczycielka spojrzała przepraszająco na chłopaka. Przy okazji zmierzyła go wzrokiem. Amir był niski, jednak dobrze zbudowany, choć nie dało się tego zauważyć na pierwszy rzut oka.
Drugim faktem na co zwróciła w jego wyglądzie uwagę Francine, były ciemno-brązowe oczy, okalane długimi rzęsami. Nierówno rosnące, kręcące się włosy sterczały spod beretu, który chłopak założył do szkolnego mundurka.
Z westchnieniem złapała za leżący na biurku wskaźnik i uderzyła nim o nie.
-„Już trzeci w tym miesiącu.”-pomyślała z goryczą patrząc na ułamany fragment.-„A to dopiero początek września.”- Klasa uciszyła się. Ciekawskie spojrzenia powędrowały na stojącego przed klasą chłopaka.-Cieszę się że wreszcie się uspokoiliście. Pozwólcie że wam przedstawię Amira al-Hamida. Pochodzi on z Iraku…- zaczęła swoje tradycyjne przywitanie.
-Terrorysta!- usłyszała z głębi klasy na co ta wybuchła śmiechem. Oczy Francine zwęziły się.
-Skoro tak bardzo interesujesz się terroryzmem Alfredzie, to pewnie z przyjemnością zrobisz o nim referat. Za dwa tygodnie chcę go widzieć na moim biurku.- powiedziała by ten nie miał jak bronić się ulubioną wymówką szkolnych sportowców. Od lat miała na pieńku z wuefistą aż w końcu dyrektor zarządził, że mają sobie pomagać. Zazwyczaj to ona musiała mu ustępować. – No dobrze a które z was by oprowadziło go po szkole?- w klasie zapadła grobowa cisza. -Arthur może ty?- spytała siedzącego obok Amerykanina drobnego chłopaka, który starał się czytać książkę. W sumie robił to tylko dlatego żeby Alfred go nie zaczepił ale łatwo było zauważyć że nie zwraca za bardzo uwagi na tekst, gdyż książka była odwrócona do góry nogami.
Chłopak spojrzał na nią to na Amira. Pokiwał głową.-To świetnie.- zaklaskała.-Oprowadzisz go dzisiaj po całej Akademii. A teraz przejdziemy do...- jej wypowiedź przerwał dzwonek a rozradowana klasa wybiegła z wrzaskiem.- Chyba dzisiaj wszystko jest przeciw mnie.-mruknęła siadając przy swoim stoliku.

Arthur prowadził Amira po szkole.
-A tutaj mamy stołówkę.- w sali rozległa się salwa śmiechu wydobywająca się z około dziesięciu gardeł.-A tam jest rewir sportowych półgłówków. Nie zbliżaj się bo możesz się zarazić głupotą.- ostrzegł. Alfred widząc ich podniósł się i zaczął iść w ich stronę. Za nim jak duchy podążyli dwaj inni uczniowie. Cała trójka ubrana w bluzy szkolnej drużyny koszykarskiej. Arthur zazgrzytał zębami ale nie zaprzestał oprowadzania.-A tu masz głównego przedstawiciela Americanus Idiotus. Bardzo groźny i niebezpieczny gatunek wyniszczający swoim śmiechem oraz paskudnymi żartami psychikę. Jego rozumowanie jest tępe jak nóż do masła i zazwyczaj porusza się w stadzie z co najmniej trzema osobnikami. Wszystkie są tego samego umaszczenia...
-Dziękuję ci za przedstawienie mnie moja śliczna laleczko.- powiedział stając za nim.
-Nie jestem lalką!!- wrzasnął dotknięty do żywego.
-No fakt. Te brwi psują cały efekt.
-Jesteś dupkiem Jones.- ofuknął go i ruszył w stronę wyjścia ze stołówki. Amir niewiele myśląc poszedł za nim.
-I jak tu zrozumieć kobiety? Najpierw się złości z powodu określenia a jak się mówi że jednak nie to się obraża.-doleciało do niego głos chłopaka a wraz z nim złośliwy śmiech towarzyszących mu "goryli".
-Nie przejmuj się nimi.- chciał pocieszyć zielonookiego widząc gromadzące się nad jego głową chmury burzowe.
-Co za...- on wręcz drżał z wściekłości. Amir po chwilce zastanowienia postanowił cofnąć się o krok. Tak dla bezpieczeństwa.
Gdy chmury się rozeszły Arthur zaprowadził go w końcu do szkolnej bursy. Po krótkim spojrzeniu w listę troszkę się rozpogodził.
-Będziemy współlokatorami...- powiedział choć w jego głosie wyczuł jakieś dziwną niechęć.
-Rozumiem jeśli nie chcesz...- powiedział natychmiast.
-Oh, to nie chodzi o ciebie. Raczej o osobę która mieszka w budynku naprzeciw nas. Centralnie przed naszym oknem.- powiedział prowadząc go do pokoju. Amir szedł za nim.
-A kto to?- zapytał. Otwarcie drzwi i podejście do jednego z dwóch okien dało mu odpowiedź. Tuż przed nim, w drugim oknie stał Alfred z uśmiechem. Miał przy uchu słuchawkę. Po chwili słychać było dzwonek telefonu Arthura.
-Tak?- spytał niby miło.
-Powiedź terroryście, że nie da rady z naszą obstawą dokonać nowego zamachu.
-Jesteś świadom jak wielkim sukinsynem jesteś?
-Też cie kocham.- w słuchawce rozległ się śmiech i Anglik szybko się rozłączył.
-Witamy w Akademii Amirze al-Hamidzie.- powiedział, gdyż ten aż za dobrze słyszał to co mówił do telefonu Amerykanin. Arthur zamknął telefon i wyszedł z pokoju.-Jeśli potrzebujesz pomocy szukaj mnie w bibliotece.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Amir w Akademii cz.1

Pisanie by Republika Francuska on Sob Lut 01, 2014 3:08 pm

Angleterre napisał:Akademia od zawsze uważana była za dziwną szkołę. Możliwe, że dlatego iż nie możliwym jest by się do niej zapisać. Szkoła bowiem sama decyduje kto będzie się uczył w jej murach.
Ja bym raczej dała jakąś nazwę własną akademii. Bo jakby nie patrzeć...np do Akademii [wojskowej] są pewne wymogi, by cię przyjęto.

Angleterre napisał:Początek problemów zaczął się na Amerykańskim lotnisku.
-Skończyli mnie już panowie przeszukiwać?- spytał po raz kolejny patrząc na dwóch policjantów.- Nie mam przy sobie ładunków wybuchowych.- dodał jeszcze.
Takie prawdziwe! :"D

A
Angleterre napisał:-Dobra. Uznajmy że jesteś czysty. Ale pamiętaj że mamy cię na oku.- spojrzał na niego złym wzrokiem policjant. Amir pokiwał na to głową i skierował się do wyjścia z budynku.
Nie jestem pewna, bo nie leciałam samolotem, ale to chyba na początku podróży się sprawdza czy ktoś czegoś nie wnosi na pokład samolotu.

Kilka błędów logicznych, kilka braków przecinków... Ale ogólnie mi się strasznie podoba~ I chce więcej, więcej, WIĘCEJ! *^*

_________________
Wreszcie to zrozum, zwykły morderco
Było - minęło, nie mam już serca
Bo mnie broni, broni, broni
Czarne serce, czarny płomień
A w nim kamień, kamień, kamień - Głaz!

avatar
Republika Francuska
Kobieta z brodą

Male Liczba postów : 127

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach