Wanda odnalazła swoje powołanie, czyli Polaczki trafiły do szpitala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Wanda odnalazła swoje powołanie, czyli Polaczki trafiły do szpitala

Pisanie by Londyn on Czw Mar 26, 2015 7:15 pm

Data rozgrywki: 28/01/2014

Miejsce: Domek personifikacji, szpital

Postacie biorące udział: Kraków, Warszawa, Bełchatów, Francja




[19:58:09] BezWarkocza!Kraków : *no to w takim razie... Wanda siedzi w salonie, na fotelu z podkurczonymi do siebie kolanami, które obejmuje ramionami. Oparła na nich brodę, tępo wpatrując się przed siebie. Była wyraźnie blada i jakby.. słaba? Cóż, bynajmniej nie w zbyt dobrej kondycji. I gdyby dotknąć jej czoła, można by się przekonać, iż dodatkowo ma gorączkę..*

[20:02:44] Warszawa : *To jakoś o dziwo lepiej się czuł. Choć dziwne ataki ostatnio mu spać nie dały. Trochę blady i sincami pod oczami, ale na pewno wygląda lepiej jak dziś rano. Zajrzał do salonu, czy aby łódki nie ma i tu zdziwienia, bo siedzi Wanda... Chyba Wanda, bo nie emanowała zajebistością i charyzmą irytacją na niego. Ale jednak była to żywa krakowianka. Zmartwiony podszedł bliżej i położył dłoń na jej ramieniu* H-hej, wszystko w porządku? *Zabrzmiał zbyt miło i zbyt prawdziwie zamartwiająco się. Cholerne miasteczko... Już nawet nie może udawać, że nic nie czuje do blondynki*

[20:05:55] BezWarkocza!Kraków : *drgnęła lekko, czując czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Po czym zerknęła do góry. Tomek. Choć sama była w nie najlepszym stanie, nie umknęło jej, że i chłopak źle wygląda* ... nic nie jest w porządku *stwierdziła tylko, znów spuszczając wzrok. Westchnęła*

[20:07:21] Warszawa : A ja jestem matka Teresa :I *taki tam randomowy komentarz* Może jakoś pomóc?

[20:10:26] BezWarkocza!Kraków : ... już się nie da *stwierdziła cicho* A Tobie co się stało, ech..? *zerknęła znów na chłopaka, lekko przygryzając wargę*

[20:11:29] Warszawa : *Machną dłonią niedbale* Chyba tylko jakieś pierwsze objawy przeziębienia *ta jasne!* Ale... na pewno? *Serio nią zmartwiony, bo zdołowana Wanda.... to taka nierealna i złowróżebna Wanda*

[20:14:10] BezWarkocza!Kraków : ... ta. *mruknęła* Jeszcze chorobę poznać umiem. *zmarszczyła lekko brwi* Niestety, na pewno.

[20:15:08] Warszawa : *Sama robi mu wykłady, a ona lepiej nie wygląda i jakoś nie chce sobie pomóc. POLACZKI* Ym... *nie umie pocieszać, więc nawet nie próbuje?*

[20:19:41] BezWarkocza!Kraków : *cóż, bo w jej przypadku, to nie jej się coś stało, nie? .w. I pytał czy da się pomóc, a cóż.. jest to mało możliwe, nie? xD* *i w ogóle... spora ilość szpilek w żołądek <3*

[20:22:01] Warszawa : *Zmartwiony i już chciał ją pogłaskać po ramieniu i jakoś pocieszyć, że będzie lepiej kiedy ból z rana powrócił. Złapał się za brzuch i cofną o krok znów zaciskając szczęki by nie wydać przy tym żadnego jęku. W te samej chwili przymkną oczy i czeka niby, że nic mu nie jest aż ból minie*

[20:23:32] BezWarkocza!Kraków : *a ona w sumie miała zamiar coś powiedzieć, gdy zauważyła jak warszawiak zwija się z bólu* T-tomek..? *wstała, wyraźnie przejęta*

[20:25:53] Warszawa : *Hm...ciekawe po czym poznała? Przecież stara się wyglądać naturalnie! Ale jakkolwiek by bolało nie chce by jeszcze dziewczyna się zamartwiała. Zabrał ręce od brzucha i uśmiechną się krzywo spoglądając na dziewczynę* G-grypa. Na pewno. M-może zrobić ci herbaty? *wcale się nie jąka tylko po to by nie jęczał z bólu*

[20:29:55] BezWarkocza!Kraków : *kolejnych kilka szpilek dołożonych~ W sumie, moze od tego zwymiotować. I jak chcesz, to nawet krwią* ... Do cholery! *ta, trudno nie zauważyć jego mimiki, ani drżenia głosu* Masz mnie za idiotkę..?

[20:32:42] Warszawa : N-nie! Ja... *a. brzmi fajnie. A skoro żaluzyjnie proponujesz~ Nim powiedział co "ale" nogi ugieły się pod nim i upadł na kolana. Jedą ręką objął bolący brzuch zaś drugą przyłożył do ust. Pociemniało mu lekko przed oczami i nagle z ust wypłyneła krew, która przelała się przez palce w dłoniach*

[20:35:54] BezWarkocza!Kraków : ... Tomek! *nie minęła chwila, a już klękała przy nim, przytrzymując go za ramię* Boże.. Co Ci się stało?! *zbladła jeszcze bardziej, o ile to było możliwe. I kurwa, na grypę to serio nie wygląda :"D*

[20:37:46] Warszawa : *No...obecnie jakoś nie bardzo. W sumie nie odpowie, bo sam nie wie co mu jest. Zakasłał i wypluł ostatnią resztkę tego co mu podeszło do gardła. Dopiero teraz spojrzał na dłoń z mieszaniną zdziwienia i lekkiego przerażenia na twarzy. Szybko jednak przypomniał sobie o Wandzie. Serio nie chce by się o niego martwiła, ale nie ma pomysłu co odpowiedzieć by jakoś ją złagodzić sprawę*

[20:39:30] BezWarkocza!Kraków : *fakt, że nie odpowiedział ani słowem, zmartwił ją jeszcze bardziej* ...Musisz iść do szpitala. Proszę. *dłoń, którą przytrzymywała ramię chłopaka, drżała*

[20:41:58] Warszawa : *uśmiechną się do niej znów nieco krzywo wycierając rękawem usta. Już chciał jej odpowiedzieć, że to nic, że minie. Niestety nie był tego taki pewny... I może to sprawi, że będzie się mniej o niego martwiła.* Jeśli tylko chcesz... To pójdę.

[20:47:34] BezWarkocza!Kraków : *uśmiechnęła się delikatnie, ze ten przynajmniej się nie kłóci, tak jak to zwykle robił* Dasz radę wstać..?

[20:48:29] Warszawa : Ta... *Mrukną niezadowolony i tak z tej wizyty w szpitalu i powoli się podnosi. Bardzo powoli*

[20:52:19] BezWarkocza!Kraków : *cóż, to chyba oczywiste, że mu pomaga, prawda?*

[20:53:57] Warszawa : *Zacisną usta w wąską kreskę. Tyle, że nie z bólu a... jakby podeptania dumy? Nigdy nie chciał czyjejś pomocy, a teraz... Powinien odmówić. Ale Wanda już wcześniej wyglądała źle... jak tu jej jeszcze zmartwień dodawać... AGHR!*

[20:58:44] BezWarkocza!Kraków : *taki, uroczy Tomuś~ I parę szpilek wyjętych (tych, co wymiotowanie krwią sprawilo)* No to chodźmy, dobrze..?

[21:00:24] Warszawa : *Odetchną z ulgą? Czy coś. Ale przynajmniej lepiej mu się idzie, więc tylko przytakną jej głową i ruszył w stronę wyjścia*

[21:00:57] BezWarkocza!Kraków : *no to drepta obok, gotowa mu pomóc w każdej chwili(

[21:02:04] Warszawa : *Jest dobrze! Raźnie idzie i tylko trochę blady, bo nadal szpilki w brzuchu ma*

[21:03:10] BezWarkocza!Kraków : *no to skoro Tomuś już nie wygląda, jakby miał wymiotować własne wnętrzoności, jakoś tak przycichła i sposępniała*

[21:04:10] Warszawa : *No to kątem oka się jej przygląda i... nie wie co powiedzieć więc też jakoś tak spochmurniał*

[21:08:42] BezWarkocza!Kraków : *Tomek jakoś się nigdy zbyt Jimem nie interesował, więc co mam mu o tym wspominać.. cóż "D I w sumie powtórzyłaby Tomkowi coś, co mówiła już keidyś*

[21:09:45] Warszawa : *Co by powtórzyła? I w sumie jakaś ponura atmosfera*

[21:13:22] BezWarkocza!Kraków : *żeby nie umierał... bo serio, gdyby teraz mu się coś stało, to by było SERIO za dużo dla Wandy. Ale już tak totalnie, że totalnie* ... *zacisnęła mocniej drżącą dłoń na jego ramieniu, nie mówiąc jednak nic. Kilka kolejnych szpilek wyjętych*

[21:15:32] Warszawa : *No to postara się nie zabić, ani nie wyskakując przez okno, ani nie wpadając na demona.... A przynajmniej się postara! A ta cisza jest nie do zniesienia...a skoro Tene była tak łaskawa i wyjęła kilka szpilek mógł jakoś poprowadzić konwersacje, albo przynajmniej monolog* Cholera... powinnaś najpierw ubrać coś na ramiona zanim wyszliśmy na te pizgawice

[21:19:06] BezWarkocza!Kraków : *po pogrzebie Jima, którego userki nie opisały, Wanda siedziała dosyć długo przy jego grobie, więc co to dla niej teraz... "D* Szpital i tak niedaleko *a ja i tak mam już gorączkę, cóż* ... lepiej się choć trochę czujesz?

[21:21:56] Warszawa : I tak... *mrukną do siebie, bo jakoś nie bardzo orientuje się w tym gorączka etc. Kaszlesz? To choryś. Inne opcje to coś wyższy lvl medycyny* Ta...

[21:23:37] BezWarkocza!Kraków : A.. od dawna tak masz? Albo miałeś już tak wcześniej?

[21:26:11] Warszawa : Nie wiem i nie wiem *mrukną, bo jakoś tak chyba kiedyś tam miał podobnie, ale nie aż tak źle.* Niedawno tylko jakoś się nasiliło.

[21:36:13] BezWarkocza!Kraków : Huh.. dużo to nie mówi *mruknęła cicho, po czym przygryzła wargę. Miała nadzieję, że to nic takiego. Coś, czemu mozna łatwo zaradzić...*

[21:38:02] Warszawa : *Wzruszył ramieniem* Ja tam się nie znam...

[21:40:34] BezWarkocza!Kraków : *no to przyjmijmy, że doszli. I szpilek obecnie brak*

[21:48:00] Warszawa : *O jak miło, to nawet mógł się delikatnie wyswobodzić z jej pomocy i iść sam. Szkoda tylko, że już doszli.* Ej, w sumie mi już przeszło. Wracamy? *tak bardzo nie chce do szpitala*

[21:51:15] BezWarkocza!Kraków : *zmarszczyła brwi* .... Ty sobie w chuja lecisz?

[21:52:47] Warszawa : Nie :I Już mi nic nie jest, wracajmy.

[21:53:59] BezWarkocza!Kraków : Rzygałeś krwią, do kurwy nędzy!

[21:55:27] Warszawa : . . . . Ale już mi nic nie jest. *no bo szpital, ten zapach etc i takie...nope*

[21:57:55] BezWarkocza!Kraków : ....... A za chwilę sobie, kurwa, płuca wyrzygasz. Zachowuj się jak mężczyzna, a nie dzieciak, do kurwy pierdolonej!

[21:58:46] Warszawa : *I ta wymowna mina urażonego dzieciaka co mu zabrano lizaka* Ale ja nie chce do szpitala...

[22:04:31] BezWarkocza!Kraków : To życie. Tu nie dostaje się tego, co chce *zirytowała się dosyć*

[22:05:42] Warszawa : Ja mogę. *powiedział ostro i odwrócił się na pięcie by sztywnym krokiem wrócić do domu*

[22:07:36] BezWarkocza!Kraków : ... Tomasz! *od razu za nim*

[22:09:59] Warszawa : Co? *mrukną przez ramię na chwilę się zatrzymując*

[22:14:10] BezWarkocza!Kraków : *chwyciła go za ramię* .... idź się zbadaj. Proszę *powiedziała,patrząc mu uważnie w oczy*

[22:16:02] Warszawa : *Sam patrzy jej głęboko w oczy i...CHOLERA! Czemu ona się nie zamienia w kamień i nawet nie raczy odwrócić wzroku tylko wwierca się w jego duszę. Zacisnął usta w wąską kreskę i co ma robić? Jak odmówić? Znikąd pomocy* Dobra... *mrukną cicho i odwrócił się by iśc do tego przeklętego szpitala*

[22:21:03] BezWarkocza!Kraków : *westchnęła z ulgą* Dziękuję *idzie za nim. Na Franka i Bełka na razie nie zwraca uwagi*

[22:22:04] Warszawa : *No to dobra idzie ze spuszczoną głową jak na ścięcie*

[22:25:30] BezWarkocza!Kraków : *no to są w recepjci i pielęgniarka zaciągnęła Tomka do sali na badania*

[22:26:13] Warszawa : *Zaciągnięty przez kobietę do jakiś kameralnych miejsc? uhuhuhu*

[22:27:53] Francja : *To weszli też na recepcje i w sumie lekkie zamieszanie, bo Franek lekarz no i Lukas tak jakby ma twarz w bandażach? No więc jakoś tak umieścił chłopaka na wózku i jakoś nie zwrocił uwagę na Wandę, bo w sumie z tyłu nie ma warkocza, więc nie ma w sumie nawet jak rozpoznać gdyby nie był zajęty i jedzie z Bełkiem*

[22:28:42] Bełchatów : *dał się posadzić... chociaż się gdzie nie wywali o coś po drodze* ...

[22:28:59] BezWarkocza!Kraków : *ej, ej, Wanda to cziter, widzi przez ściany, grzecznie mi tam!* ..... *cóż, teraz Bełka trudno nie było zauważyć*... Mój Boże, Łukasz?! *podbiegła w kierunku brata i jakiegoś tam lekarza*

[22:29:53] Bełchatów : *głos, kojarzy, kojarzy* W-wanda?

[22:30:43] Francja : *"jakiegoś tam lekarza" PFY! V^V no, ale staną na chwilę by choć jej powiedzieć* Na razie jest tylko na lekach, muszę go zabrać na sale operacyjną *rozumie, że się martwi, ale zdrowie pacjenta*

[22:33:32] BezWarkocza!Kraków : *zdziwiła się lekko, widząc Francuza, ale chuj z nim. Spojrzała na brata... I po raz kolejny kurewsko zbladła. Ledwo na nogach ustala..* C-co Ci się stało...?

[22:36:11] Bełchatów : ... N-nic takiego. Pogadamy.. później, dobra? *nie, nie ma sił na gadanie*

[22:37:57] Francja : *Dziewczyna roztrzęsiona, to prosi pielęgniarki by nie pozwoliły jej wejśc na sale nawet jak jest lekarzem. Może sobie obserwować zza szyby, ale nie wchodzić czy pomagać w operacji. I dalej jedzie na sale, a jak tylko są przy tych magicznych drzwiach, gdzie "żywi" nie moga wejść to pielęgniarki jakoś tam chcą opanować Wandę gdyby chciała isę rzucić za Lukasem*

[22:41:49] BezWarkocza!Kraków : *za dużo wrażeń jak na raz...opadła bezsilnie na krzesło, chowając twarz w dłoniach*

[22:45:05] Francja : *Naprawia Lukasa*

[22:45:38] Bełchatów : *co ma robić? Zdany na lekarzy .-.*

[22:49:17] BezWarkocza!Kraków : *jej facet na badaniach, a brat na stole... no kurwa*

[22:50:15] Francja : *Dobra, uznajmy, że tam jakiś tam czas miną i Lukas na pewno nie umrze. Dostał silniejsze środki przeciwbólowe wiec może czuć się nieco otumaniony, ale jest przytomny i ląduje na sali chorych więc Franek wyjdzie do Wandy* Mademoiselle *zacznie miło, a co!* Jak pamiętam ty jesteś rodziną, tego chłopaka...

[22:50:44] Bełchatów : *wow, wow. Przytomny naćpany Łukasz, wow*

[22:51:44] BezWarkocza!Kraków : *uniosła głowę, patrząc na Francuza* Jestem jego siostrą. *powiedziała slabym głosem*

[22:53:38] Francja : *Uśmiechną się delikatnie, jakby pociszająco. Widzi, że dziewczyna blada, ale chyba nie powinien owijać w bawełne co z jej bratem. Choć może lepiej ją przygotować jakoś?* Spokojnie, będzie żył. Jest nawet przytomny, ale... Nie wyglądasz najlepiej... Może dać ci coś, zanim do niego pójdziesz? *"złoty lek na wszystko -prozak"*

[22:56:01] Bełchatów : *jest sobie, zyje*

[22:56:55] BezWarkocza!Kraków : ... Nie, podziękuję. Ja... ja chcę wiedzieć, co mu dokładnie jest. Proszę mi powiedzieć *wzięła głębszy wdech, przygryzając wargę. Drżące dłonie splotła na podołku*

[22:58:08] Francja : *Nie ma serca jej powiedzieć, ale milczeć też nie ma co. A liczy się, że chociaż jest blisko* Na pewno? Może lepiej poczekać, aż przyjdzie ktoś ci bliski? To... To dośc poważna rana *ahahahaha nie ma oczu*

[22:58:52] Bełchatów : *takie tam... draśnięcie*

[22:59:45] BezWarkocza!Kraków : Proszę powiedzieć prosto z mostu. Wolę wiedziećod razu, bez owijania w bawełnę *powiedziała trochę pewniejszym głosem*

[23:02:05] Francja : *Wziął głęboki wdech* Twój brat ma... bardzo uszkodzone oczodoły i... nie ma także oczu. *W sumie...to serio musi boleć nawet Franka mówić takie rzeczy* Przykro mi, ale nigdy już nie odzyska wzroku.

[23:04:48] BezWarkocza!Kraków : *zagryzła mocno wargę, a strużka krwi spłynęła po brodzie. Po chwili jednak wzięła głębszy wdech* Rozumiem. Dziękuję. *ona już praktycznie nie ma koloru na twarzy... :"D*

[23:06:33] Bełchatów : *jest tam sobie. leży, nie dociera do niego świat zewnętrzny, nie dość że nadal szok, to przyćpanie*

[23:07:13] Francja : *Biała i z karmazynem na ustach. Usiadł obok niej i położył dłoń na jej plecach* Jesteś silną kobietą, ale jeśli czegoś potrzebujesz to powiedź. Nie zawsze dajemy sobie radę sami i... *urwał, bo serio chciał jej pomóc*

[23:08:33] Warszawa : *Zwiał pielęgniarkom i łazi po szpitalu by uniknąć lekarzy i badań i tu nagle znajoma twarz. Zatrzymał się, cofną i zgląda do pokoju a tam Lukas. Tylko z jakimś obandażowanym ryjem. I nagle taki zaskok* Kurwa, Lukas! Co ci się stało?! *Już przy łóżku kumpla*

[23:10:12] Bełchatów : ... Tomek?. *niemrawo* Ciebie też miło.... spotkać. Ta. *westchnął* Nic się nie stało. Jestem idiotą, po prostu.

[23:11:15] Warszawa : To, że jesteś to wiem. I jak to się nic nie stało. A na oczach to po chuj masz bandaż? *Znów zbladł, tyle, że nie z bólu, a strachu*

[23:13:00] Bełchatów : ... Na oczach? *gorzki, krótki śmiech* Problem w tym, że już nie na oczach. *głos mu się załamał*

[23:13:26] BezWarkocza!Kraków : ... a czego niby mogę potrzebowac? CO MI MOŻE, KURWA, NIBY POMÓC, CO?! *wstała gwałtownie, wbiając paznokcie we wnętrze dłoni*

[23:14:23] Warszawa : Jak to nie na oczach? *Zmarszczył brwi* O czym ty do chole... *trybiki pracują i nagle takie ogarnięcie. Twarz wyprała mu się z emocji i tak stoi jak zaklęty i patrzy pusto przed siebie*

[23:15:49] Bełchatów : Tak, stary... Już nie. *gdyby nie leki, to by się cały trząsł, a tak, wszystko mu obojętne*

[23:17:54] Francja : *Zdziwił się, kiedy dziewczyna się zerwała, ale położył dłoń na krześle i przymrużył oczy. Wiedział, że strata kogoś bliskiego jest zbyt bolesna i nie da się jej złagodzić, ale wiedział, że i krzykami i gniewem dużo się też nie wskóra* Może ktoś bliski? *wstał i... w sumie Wanda jest albo równa z Frankiem, albo wyższa od niego :"D* Na początek pomyśl, co jemu pomoże... bo na pewno nie spotkanie z kobietą, która jest wściekła za to, że stracił wzrok i ma sobie za złe to, na co nie miała wpływu. *Zamilkł i nie czekając na jej odpowiedź ruszył przed siebie* Przepraszam, ale skoro nie potrzebujesz mojej pomocy zajmę się resztą swoich spraw...

[23:19:22] Warszawa : Boże... *Aż oparł się drżącą dłonią o metalową ramę drugiego łóżka i oparł cieżar na nim. W końcu... cholera. Miał bronić rodziny, a kurwa dał sie zaciągnąć do szpitala* To moja wina... *userka kocha motyw zrzucania winy na siebie*

[23:22:01] Bełchatów : Nie twoja, do cholery. Moja, tylko i wyłącznie. Już Klaudia zrzucała winę na siebie, Ty teraz nie zaczynaj.. proszę.

[23:23:35] Warszawa : Moja! Cokolwiek się stało powinienem jakoś ci pomóc, zapobiec temu. Jakkolwiek! Nie wiem jak..po prostu powinienem!

[23:24:46] BezWarkocza!Kraków : *wbiła paznokcie jeszcze mocniej. Była wściekła na siebie i swoją bezsilność, nie na Łukasza. I ani myślała wyładowywac sie na Łukaszu! Zgromiła Francuza wzrokiem, nie odpowiadając nic. Ktoś, kto jej nie znał, nie miał prawa jej pouczać. Stała chwilę w bezruchu na środku korytarza, po czym w końcu ruszla w kierunku sali, gdzie leżał Łukasz. Gdy jednak zauważyła, iż Tomek jest już w środku, po prostu przysiadła na krześle na zewnątrz*

[23:26:20] Bełchatów : Tomek, do kurwy nędzy. Nie miałeś jak pomóc, jak zapobiec, to była moja decyzja... liczyłem się z ryzykiem. Nie odciągnąłbyś mnie od tego pomysłu, prędzej czy później bym to zrobił... *zaciśniętą pięścią lekko uderza o łóżko*

[23:29:05] Warszawa : Ale, ale... *W sumie... Chyba Tomek za dużo przebywa ostatnio z Wandą, bo siebie obwinia za coś co w sumie nie było w jego kwestii i za bardzo czuje się odpowiedzialny za reszte rodziny...* Gdybym się postarał, wiedziałbym o tym POMUŚLE i robiłbym wszystko by cię powstrzymać. Do cholery, nawet sam bym go zrealizował! Do kurwy nędzy! *Sam zacisnął dłoń na metalowej ramie i wpatruje się w podłogę i jakoś tak łezki? ahahahahan dobrze, że Lukas nie widzi*

[23:30:28] BezWarkocza!Kraków : *skulona na krzesle, nie zamierzała przeszkadzać chłopakom, choć słyszała, że zbyt spokojnie tam u nich nie jest... cóż*

[23:32:02] Bełchatów : *nie widzi i nie zobaczy. Nie odzywa się, nie ma sił do tego wszystkiego, tu weź ogarnij brata, że nie jego wina, tu przyjmij do wiadomości, że ślepy jesteś do końca życia... za dużo, za dużo na jeden dzień*

[23:33:08] BezWarkocza!Kraków : *no to całkiem sporo szpileczek prosto w obie skronie~*

[23:35:54] Warszawa : *Uważaj, bo zaraz to samo będziesz tłumaczył Wandzi. Ale przęłknął głośno ślinę i podniósł wzrok by coś powiedzieć kiedy przeszył go okropny ból jakiego do tej pory jeszcze nie czuł. Jęknłą głośno i zrobiło mu się ciemno przed oczami i po chwili było słychać tylko huk jak bezwładnie upada na podłogę*

[23:38:19] Bełchatów : ...Tomek? ... Tomek, co jest stary? *dezorient* Tomek!! * rozgląda się * Ktokolwiek, ludzie, pomocy, hej!!! *się drze*

[23:40:12] BezWarkocza!Kraków : *słysząc tępy huk drgnęła, zaraz zrywając się na równe nogi. Krzyk Łukasza zmroził jej krew w żyłach. Bez pukania wbiegła do sali, a krew już zupełnie odpłyneła jej z twarzy* TOMEK! *nie minęła chwila, gdy klęczała przy nim. Obróciła go na plecy, sprawdzając puls i oddech* Kurwa... kurwa jego mać.... *drżała cała*

[23:42:52] Bełchatów : W-wanda? *dezorient zupełny* Co mu jest? Co się stało? *taka bezradność, taka straszna bezradność*

[23:45:59] BezWarkocza!Kraków : Chyba... chyba po prostu zemdlał... *ale czemu? Tak nagle?* Ale nic mu nie jest, więc spokojnie, heh-... trochę spanikowałam *coby się Łukasz nie martwił. Ale ona kurewsko przejęta...* z-zaraz pójdę po kogoś, tak na wszelki wypadek~ ...

[23:48:08] Bełchatów : D-Dobra... *i tak się martwi, się martwić nie przestanie, dopóki się Tomek nie odezwie... to się pomartwi*

[23:50:06] BezWarkocza!Kraków : *wyszła więc szybko, a po chwili wróciła z pielęgniarkami, które zajęły się Tomkiem i polożyły na łóżku obok. Wanda zaś przysiadła z boku. Po jakimś czasie pielęgniarki wyszły, stwierdzając, że niezbyt wiedzą co Tomkowi jest, ale nic groźnego* A... a jak Ty się czujesz, Łukasz?

[23:51:14] Bełchatów : ... Dobrze jest. Dali mi jakieś proszki, mocne, bo się czuję jakbym zdrowo popił... A.. Ty już wiesz co się stało, nie? *miętosi w garści pościel*

[23:53:18] BezWarkocza!Kraków : S-słyszałam diagnozę, w sensie. Heh, ale pewnie nie masz zbyt ochoty o tym teraz rozmawiać~ Może się zdrzemnij, czy coś..?

[23:55:09] Bełchatów : Masz rację, nie mam ochoty o tym gadać *westchnął* ...Tak chyba zrobię, uch, na dziś mam dość..

[23:58:53] BezWarkocza!Kraków : Sen Ci powinien dobrze zrobić~ Ja.. ja tu sobie pewnie posiedzę, jeśli Ci to nie przeszkadza *bo Tomek*

[00:03:24] Bełchatów : Coś Ty, siedź, nie przeszkadza. *zacisnął usta w wąską kreskę i ułożył się wygodniej* Jakby się Tomek obudził, to mu powiedz, że ma się ogarnąć, bo dostanie w zęby, nie wiem jak, ale dostanie *uśmiechnął się lekko, niedługo potem zasnął*

[00:04:19] BezWarkocza!Kraków : *gdyby ona miała tę przyjemnośc zasnąć, ahahah~*

_________________
London Bridge is falling down,
Falling down, falling down.
London Bridge is falling down,
My fair lady.



Build it up with wood and clay,
Wood and clay, wood and clay,
Build it up with wood and clay,
My fair lady.


Wood and clay will wash away,
Wash away, wash away,
Wood and clay will wash away,
My fair lady.



Build it up with bricks and mortar,
Bricks and mortar, bricks and mortar,
Build it up with bricks and mortar,
My fair lady.


Bricks and mortar will not stay,
Will not stay, will not stay,
Bricks and mortar will not stay,
My fair lady.
avatar
Londyn
Pseudo dżentelmen

Skąd : ... are you fuckin' serious?
Male Liczba postów : 21

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach